CZYTASZ = KOMENTUJESZ
"Przyjaciele są jak ciche anioły,
które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać."
-Patricia-
-Los Angeles, California, Stany Zjednoczone-
O mój boże...
- T-ty, ja, c-co ty tu? - nie potrafiłam poprawnie sklecić zdania. Byłam przerażona!
- To chyba nie jest twój najgorszy problem, prawda? - zapytała Kelly przesłodzonym głosem, a mi zrobiło się niedobrze.. - Umówmy się tak.. - zaczęła, o mój boże... ona chce mnie szantażować! To nie wróży nic dobrego..
- Ja nie powiem nic Tom'owi, a ty odpierdolisz się od Harr'ego - jasne...
- Jasne.. a jak mam to niby zrobić dziwko?! - nawet w takim momencie mam niewyparzony język, brawo Patt.. Tak jak myślałam Kelly usłyszała to co powiedziałam, ups..
- Coś ty powiedziała?! - poczułam pieczenie na policzku, czy ona mnie uderzyła?! Nie myśląc za długo oddałam jej przy okazji zostawiając krwawy ślad paznokci na jej policzku. Ups, zostanie blizna. Nim się spostrzegłam leżałam na Kelly okładając ją z każdej strony pięściami. Ona też nie była mi dłużna, chyba miałam podbite oko.. Już chciałam zadać kolejny cios, ale czyjeś silne ręce odciągnęły mnie od niej. Zamachnęłam się i uderzyłam tego kto śmiał mnie dotknąć w klatkę piersiową. Czyli to był facet.. Stał tam nadal niewzruszony trzymając mnie mocno za ramiona. Próbowałam się wyrwać, ale szczerze mówiąc gówno mi to dało. Kiedy Kelly zobaczyła, że jestem unieruchomiona na jej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Nie żeby wyglądało to jakoś atrakcyjnie, bo wyglądało obrzydliwie.. Z jej nosa ciekła krew przez co na zwykle bielutkich zębach było teraz pełno czerwonych plam. Ochyda. Wstała, podeszła do mnie i już miała wymierzać mi cios prosto w twarz, ale czyiś głos ją powstrzymał. Czyiś, czyli tego kto mnie trzymał
- Kelly odpuść.. - powiedział, zaraz.. HARRY?! Jeszcze tylko jego mi tu brakowało.. Ale moment... on mi pomaga?! Ten Harry? Chyba za mocno się spiłam..
- Kochanie, czemu ją bronisz? Tą małą nic nie znaczącą kurwę? - na te słowa zacisnęłam pięści gotowa do ataku, przez co też uścisk Harr'ego na moich ramionach wzmocnił się. Kurwa.
- Kelly! Chcesz znowu mieć problemy przez jakąś 'nic nie znaczącą kurwę'?! - auć, zabolało.. Ale, Kelly się uspokoiła. Pokiwała głową na 'nie' po czym podeszła do Harr'ego, oderwała jego ręce od moich ramion, chwyciła jego rękę i dumnie opuściła lokal. Chwilę potem jednak podeszła do mnie, szepnęła do mojego ucha 'tym razem masz szczęście, nic nie powiem..', kopnęła mnie ostatni raz obcasem w brzuch i opuściła lokal. Momentalnie przed oczami zobaczyłam mroczki, ostatnie co zobaczyłam to biegnącą w moją stronę Lily krzyczącą moje imie i.. nie czułam już nic.. Nie umiałam zapanować nad własnym ciałem więc pozwoliłam mu swobodnie upaść na posadzkę. Ciemność.....
- T-ty, ja, c-co ty tu? - nie potrafiłam poprawnie sklecić zdania. Byłam przerażona!
- To chyba nie jest twój najgorszy problem, prawda? - zapytała Kelly przesłodzonym głosem, a mi zrobiło się niedobrze.. - Umówmy się tak.. - zaczęła, o mój boże... ona chce mnie szantażować! To nie wróży nic dobrego..
- Ja nie powiem nic Tom'owi, a ty odpierdolisz się od Harr'ego - jasne...
- Jasne.. a jak mam to niby zrobić dziwko?! - nawet w takim momencie mam niewyparzony język, brawo Patt.. Tak jak myślałam Kelly usłyszała to co powiedziałam, ups..
- Coś ty powiedziała?! - poczułam pieczenie na policzku, czy ona mnie uderzyła?! Nie myśląc za długo oddałam jej przy okazji zostawiając krwawy ślad paznokci na jej policzku. Ups, zostanie blizna. Nim się spostrzegłam leżałam na Kelly okładając ją z każdej strony pięściami. Ona też nie była mi dłużna, chyba miałam podbite oko.. Już chciałam zadać kolejny cios, ale czyjeś silne ręce odciągnęły mnie od niej. Zamachnęłam się i uderzyłam tego kto śmiał mnie dotknąć w klatkę piersiową. Czyli to był facet.. Stał tam nadal niewzruszony trzymając mnie mocno za ramiona. Próbowałam się wyrwać, ale szczerze mówiąc gówno mi to dało. Kiedy Kelly zobaczyła, że jestem unieruchomiona na jej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Nie żeby wyglądało to jakoś atrakcyjnie, bo wyglądało obrzydliwie.. Z jej nosa ciekła krew przez co na zwykle bielutkich zębach było teraz pełno czerwonych plam. Ochyda. Wstała, podeszła do mnie i już miała wymierzać mi cios prosto w twarz, ale czyiś głos ją powstrzymał. Czyiś, czyli tego kto mnie trzymał
- Kelly odpuść.. - powiedział, zaraz.. HARRY?! Jeszcze tylko jego mi tu brakowało.. Ale moment... on mi pomaga?! Ten Harry? Chyba za mocno się spiłam..
- Kochanie, czemu ją bronisz? Tą małą nic nie znaczącą kurwę? - na te słowa zacisnęłam pięści gotowa do ataku, przez co też uścisk Harr'ego na moich ramionach wzmocnił się. Kurwa.
- Kelly! Chcesz znowu mieć problemy przez jakąś 'nic nie znaczącą kurwę'?! - auć, zabolało.. Ale, Kelly się uspokoiła. Pokiwała głową na 'nie' po czym podeszła do Harr'ego, oderwała jego ręce od moich ramion, chwyciła jego rękę i dumnie opuściła lokal. Chwilę potem jednak podeszła do mnie, szepnęła do mojego ucha 'tym razem masz szczęście, nic nie powiem..', kopnęła mnie ostatni raz obcasem w brzuch i opuściła lokal. Momentalnie przed oczami zobaczyłam mroczki, ostatnie co zobaczyłam to biegnącą w moją stronę Lily krzyczącą moje imie i.. nie czułam już nic.. Nie umiałam zapanować nad własnym ciałem więc pozwoliłam mu swobodnie upaść na posadzkę. Ciemność.....
-Lily-
-Los Angeles, California, Wielka Brytania-
Od razu kiedy weszłyśmy na imprezę Patt zniknęła mi z oczu. Nic nie mogłam na to poradzić, więc pobiegłam w stronę parkietu, trzeba się wyszaleć, nie? Przetańczyłam około 30 utworów, wypiłam 47593848 drinków i zaczęłam martwić się o moją przyjaciółkę. W końcu imprezy nie są jej codziennością. Szukając przyjaciółki ujrzałam tego jak mu tam, Harr'ego i tą jego dziewczynę, która ledwo stała na nogach. Ciekawe kto ją tak urządził? W głowie zaświeciła mi się czerwona lampka, 'Patt'. Przerażona zaczęłam szukać dziewczyny po lokalu.. Dostrzegłam mój cel, dziewczyna ledwo stała na nogach. Jej czarna sukienka była podarta, w niektórych miejscach prześwitywała, zaschnięta lub też i nie, krew.. Moje oczy rozmiarem przypominały pięciozłotówki kiedy boegiem puściłam się w stronę przyjaciółki. Przerażona zobaczyłam, że oczy dziewczyny zamykają się, a jej ciało bezradnie leci w dół. Z całej siły wrzasnęłam 'Patt!' i jeszcze przyspieszyłam, o ile w ogóle było to możliwe. Patricia uderzyła głową o twardą posadzkę, a ja zaraz byłam przy niej. Położyłam jej głowę, całą we krwi, na kolanach nieświadoma, że w okół nas zebrał się już tłum gapiów. Wyjęłam z kieszeni mojego czarnego iPhone'a i w tępie ekspresowym wykręciłam '999'.
~*~
Ratownicy medyczni nawet nie zapytali.mnie czy jestem z rodziny. Poprostu siłą wepchnęli mnie do pojazdu. Usiadłam obok na krześle i obserwowałam jak ratują zdrowie, a może i życie mojej najlepszej i jedynej przyjaciółki. Nigdy nie przypuszczałabym, że taka chudziutka Kelly umie aż tak kogoś pobić.. Niech zdechnie, mam nadzieję, że ona nie wyszła z tego bez szwanku. Właśnie! Trzeba zadzwonić do jej rodziców, chyba lepiej żeby dowiedzieli się ode mnie niż od ratowników medycznych. Wyjęłam mój telefon z torebki i wykręciłam numer do mamy dziewczyny.
- Rozmowa telefoniczna -
- Dzień dobry pani Ross! - co ja mam jej powiedzieć, 'dzień dobry, pani córka jest w szpitalu, pobiła się z dziewczyną' Co. Ja. Mam. Jej. Powiedzieć?!
- Cześć Lily! Co tam ciekawego?
- Patricia.. jest w szpitalu.. - uff.. wyrzuciłam to z siebie!
- Co?! Co się stało?! Podaj mi adres tego szpitala!! Zaraz będę! - delikatnie odsunęłam telefon od ucha żeby nie słyszeć podniesionego głosu pani Ross.
- Szpital św. Heleny na Kaczmarskiej - podałam jej adres, a kobieta podziękowała mi i się rozłączyła.
- Dzień dobry pani Ross! - co ja mam jej powiedzieć, 'dzień dobry, pani córka jest w szpitalu, pobiła się z dziewczyną' Co. Ja. Mam. Jej. Powiedzieć?!
- Cześć Lily! Co tam ciekawego?
- Patricia.. jest w szpitalu.. - uff.. wyrzuciłam to z siebie!
- Co?! Co się stało?! Podaj mi adres tego szpitala!! Zaraz będę! - delikatnie odsunęłam telefon od ucha żeby nie słyszeć podniesionego głosu pani Ross.
- Szpital św. Heleny na Kaczmarskiej - podałam jej adres, a kobieta podziękowała mi i się rozłączyła.
- Koniec rozmowy -
W tym momencie z pomieszczenia wyszedł lekarz. W ręce trzymał telefon Patt, który nieustannie dzwonił. Podszedł do mnie i powiedział
- Czy mogłaby pani odebrać? Osoba, która dzwoni nie chce przestać - i podał mi brzęczące urządzenie do ręki. Odprawiłam go skinieniem głowy i spojrzałam na wyświetlacz, widniało na nim imię 'Tom' i dopisek 'mały zrzęda', okej... to pewnie ten jej manager. Wzięłam głęboki oddech i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Czy mogłaby pani odebrać? Osoba, która dzwoni nie chce przestać - i podał mi brzęczące urządzenie do ręki. Odprawiłam go skinieniem głowy i spojrzałam na wyświetlacz, widniało na nim imię 'Tom' i dopisek 'mały zrzęda', okej... to pewnie ten jej manager. Wzięłam głęboki oddech i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Rozmowa telefoniczna -
- Patricia?!
- Nie.. mam na imię Lily i jestem przyjaciółką Patt, ona leży w szpitalu..
- O mój boże! - wrzasnął, a na moją twarz mimowolnie wszedł grymas - jak ona się czuje? -
- Na razie jeszcze nic nie wiadomo.. - odpowiedziałam i chciałam coś dodać, ale Tom mi przerwał
- O mój boże! Przecież to jest świetny materiał promujący ją i Stylesa! Zaraz go tu przyślę! - na to nazwisko zacisnęłam pięści. Przecież to przez tego chuja moja przyjaciółka jest w szpitalu! Nie mogę dopuścić żeby on tu przylazł!
- Ale..
- Nie.. mam na imię Lily i jestem przyjaciółką Patt, ona leży w szpitalu..
- O mój boże! - wrzasnął, a na moją twarz mimowolnie wszedł grymas - jak ona się czuje? -
- Na razie jeszcze nic nie wiadomo.. - odpowiedziałam i chciałam coś dodać, ale Tom mi przerwał
- O mój boże! Przecież to jest świetny materiał promujący ją i Stylesa! Zaraz go tu przyślę! - na to nazwisko zacisnęłam pięści. Przecież to przez tego chuja moja przyjaciółka jest w szpitalu! Nie mogę dopuścić żeby on tu przylazł!
- Ale..
-POŁĄCZENIE ZOSTAŁO PRZERWANE! - oznajmił kobiecy głos.
Fajnie.. rozłączył się.. Styles zaraz tu będzie..normalnie wow! Usiadłam na krześle i czekałam na najgorsze.
Fajnie.. rozłączył się.. Styles zaraz tu będzie..normalnie wow! Usiadłam na krześle i czekałam na najgorsze.
~*~
Usłyszałam kroki, ktoś powoli szedł w moją stronę. Po chwili zza ściany wyłonił się.. Harry.. Harry pierdolony idiota Styles we własnej osobie..
~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~
ALE DAWNO MNIE TU NIE BYŁO!!!
WOW
No cóż... tak jakoś wyszło...
-Nana-