niedziela, 27 kwietnia 2014

...

Przykro mi, ale rozdziału dzisiaj nie będzie. Jestem aktualnie w żałobie, bo zmarła moja babcia, więc nie jestem w stanie nic napisać..
Do następnego..:(
-Nana-

środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział IV - " Szkoda by było.."

CZYTASZ = KOMENTARZ
"Żyj tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim."
-Patricia-
-Los Angeles, California, Stany Zjednoczone-
No i się zaczęło... Lily podniecona jak niewiadomo co zaciągnęła mnie do mojej garderoby i zaczęła z niej wszystko wywalać. Wszystkie moje rzeczy walały się po podłodze! Niedoczekanie! Brała wszystko pokolei, mruczała pod nosem coś w stylu 'nie' i za każdym razem wywalała to na środek pokoju. Aż wreszcie, jak w każdym dennym filmie, wyciągnęła z mojej szafy materiał o długości, na moje oko, 25 cm... Dziwny błysk pojawił się w jej niebieskich oczach. Dopiero po chwili zorientowałam się o co tej małpie chodzi.. Wybałuszyłam oczy i syzbko pokręciłam głową na nie. Nie pójdę do klubu w tym czymś! Będę miała albo dupę, albo cycki na wierzchu! Przecież ja nawet nie wiem skąd to się wzięło w mojej szafie.. Lily podstępnie podeszła do mnie i zaczęła przekonywać
- Pokaż tej małpie Styles'owi co traci będąc z tą całą Kelly! Ubierzemy cię tak, że jak cię zobaczy, jeśli cię zobaczy, bo przecież on słynie z imprezowania, to mu gacie spadną i zapomni o tej dziwce! So come on! - w sumie... to nie jest zły pomysł, niech wie co traci! Pokiwałam ochoczo głową i dałam blondynce zaprowadzić się do toalety. Ustawiła mnie przed lustrem i zaczęła przygotowywać. Moje blond włosy podkręciła lokówką, dziwnie ułożyła i na koniec spryskała lakierem. Zaczęłam się krztusić, bo lakier dostał mi się do nosa, oczu, ust, uszu i długo by wymieniać.. Następnie zrobiła mi makijaż zaczynając na podkładzie, na czerwonej szmince kończąc. Potem zaprowadziła mnie do pokoju i kazała ubrać w tą małą czarną rzecz zwaną sukienką. Dobrała mi do tego czerwone szpilki i wszystkie dodatki tego koloru. Kiedy skończyła spojrzała na mnie zadowolona z efektu. Obróciła mnie o 180 stopni w stronę lustra. Otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia. Wyglądałam zajebiście! Stałam i wgapiałam się się w lustro do czasu aż poczułam, że ktoś wali mnie w ramie. Odwróciłam się i zobaczyłam gotową Lily. Wyglądała ślicznie. Miała na sobie niebieską, równie krótką co ja, sukienkę, podkreślającą kolor jej oczu. Do tego czarne szpilki i małą czarną torebkę. Uśmiechnięte wyszłyśmy z domu i wcześniej zamówioną taksówką pojechałyśmy w stronę klubu. Zapłaciłyśmy taksówkarzowi i udałyśmy się stronę klubu. Już na wstępie słychać było głośną muzykę. Weszłyśmy powoli do środka. Pełno spoconych ciał zapach alkocholu... Dziewczyny poubierane w.. a właściwie to jakby zdjęły to co miały na sobie to chyba nikt by nie zauważył. Kilka par w kątach, które zaraz przelecą się na środku. Faceci śliniący się na widok wcześniej wymienionych dziewczyn. Ohyda... Od razu podeszłam do baru i zamówiłam coś mocnego żeby nie zapamiętać tego widoku. A bo ja wiem co to było?! Usiadłam przy barze i zaczęłam pić. Jeden... dwa... trzy... cztery kieliszki i ruszyłam na parkiet. Od razu obok mnie pojawił się blondyn z brązowymi oczami i poprosił do tańca. Zgodziłam się, bo w sumie.. nie kontaktowałam za bardzo. Przycisnął mnie masakrycznie blisko siebie i zaczęliśmy tańczyć. Przetańczyłam z nim 4 piosenki, a potem zmęczona opadłam na krzesło przy barze. Nieznajomy tak szybko jak się pojawił tak szybko zniknął, dobrze, że nie zaczął się do mnie dobierać jak w tych wszystkich dennych filmach. Po chwili barman przysunął do mnie kieliszek z alkocholem. Spojrzałam na niego zdziwiona, przecież nic nie zamawiałam! Powiedziałam mu to, odpowiedział, że jakiś gościu kazał mi go dać. Pokazał ręką miejsce, w którym siedział mężczyzna. No nie powiem... przystojny to on był... puścił do mnie oczko, a ja oblałam się soczystym rumieńcem. Mężczyzna wstał i pewnym krokiem podszedł do mnie. Kiedy poprosił mnie do tańca byłam zbyt spita żeby odmówić. Ochoczo wstałam i podążałam za nim w stronę środka parkietu. Przycisnął mnie do siebie, zaczęliśmy się powoli kołysać. Poczułam jego twardniejącą męskość, pewnie gdybym była trzeźwa spieprzałabym już gdzie pieprz rośnie. Tyle, że byłam pijana.. W związku z tym zaczęłam się o niego ocierać, w sumie.. nieświadomie. Facet, którego imienia nie znałam, ups, mruknął i szepnął mi do ucha
- Chodźmy do mnie - jego oddech śmierdział alkocholem. Te trzy słowa wystraszyły żeby mnie otrzeźwić. Pokiwałam głową na 'nie', ale ten dziwak zaśmiał się i pociągnął w stronę wyjścia. Zachciało mi się śmiać. Tak wiem, to głupie... śmieję się, a jakiś facet chce mnie prawdopodobnie zgwałcić. Tyle, że pominął jeden szczegół. Może na taką nie wyglądam, ale doskonale umiem się obronić. Mój ojciec jest prawnikiem, więc jakby nie patrzeć, ma do czynienia z przestępcami. W związku z tym od małego mówił mi jak mam się zachować, kiedy ktoś będzie mi chciał coś zrobić. W wieku 13 lat zaczęłam chodzić na kurs samoobrony. Wracając.. wymierzyłam mu solidnego kopniaka w krocze. Mężczyzna syknął z bólu, powiedział coś w stylu 'suka' i opadł na podłogę. Uuu, celność przede wszystkim. Dla pewności kopnęłam go jeszcze w brzuch, odwróciłam się na pięcie i zostawiłam obolałego mężczyznę samego. Pewnym krokiem wkroczyłam spowrotem do środka. Usiadłam przy barze i zagapiłam się w przestrzeń. Przede mną pojawiła się jakaś postać. Dziewczyna, skądś ją kojarzę.. o kurwa.. Kelly.. Dziewczyna obrzuciła mnie noenawistnym spojrzenie i powiedziała
- No no, widzę, że babcia już dobrze się czuje! Szkoda by było gdyby Tom dowiedział się jak perfidnie go okłamałaś, prawda? - zrobiło mi się niedobrze, o mój boże, ona mnie wyda...
~~~~~~~~~~~~~~~
sorry, że tak późno, ale jestem na wakacjach i nie za bardzo mam czas na pisanie:)
- Nana -

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział III - "Sprytny plan i kłamstwo w jednym"

CZYTASZ = KOMENTUJESZ


"Śmiej się - niech reszta świata zastanawia się dlaczego."

-Patricia-
-Los Angeles, California, Stany Zjednoczone-

Ej, ja się tak nie bawię! Fuknęłam, odwróciłam się na pięcie i opuściłam państwa BĘDĘSIĘCAŁOWAĆGDZIECHCĘIKIEDYCHCĘBOMOGĘ. Poszłam w stronę wyjścia, ale przede mną pojawił się jeden z ochroniarzy i zablokował mi wyjście
- Pan Mills kazał pilnować, aby nie wychodziła Pani z tego budynku - aaa, więc to tak się bawimy?! Nie chce mnie teraz z tąd wypuścić?
- Pan Mills kazał mi wyjść do domu po... - jezu, co ja mam powiedzieć, "Myśl Patt, myśl!!!" - po eeeerm... dokumenty. Tak, Dokumenty!
Ochroniarz łypnął na mnie jednym okiem (drugiego nie miał, nieważne...), ale inteligencją to chyba nie grzeszył, bo przepuścił mnie gestem ręki. To tylko zmotywowało mnie do przepchnięcia się obok mężczyzny i popędzenia do mojego autka. Odpaliłam mój skarb i popędziłam do domu, przy okazji pokazując osłupiałemu ochroniarzowi mój piękny środkowy palec. Facet chyba zorientował się co się właśnie wydarzyło, bo zaczął biec za mną wymachując rękami jak moja babcia kiedy coś opowiada. Ale jako ochroniarz, to kondycji też nie miał za dobrej... nie oszukujmy się... wcześniej wymieniona staruszka lepiej sobie radzi z bieganiem długodystansowym. Jak już mówiłam, mężczyzna zdyszał się po przebiegnięciu pięciu kroków toteż stanął na środku drogi, wyciągnął telefon i chyba do kogoś dzwonił. O MÓJ BOŻE, ON DO KOGOŚ DZWONIŁ!?!?! Jak znam życie to właśnie zdawał mojemu managerowi relacje z mojej ucieczki..
Czyli Tom zadzwoni do mnie za 3.....2......1..... i jak na zawołanie po samochodzie rozległ się ogłuszający dzwonek mojego iPhone'a. Na wyświetlaczu, jak przypuszczałam widniało imię "Tom", a także mały dopisek "mały zrzęda". Ale to tak na marginesie. Odebrałam telefon i na poczekaniu wymyśliłam piękne kłamstwo, oczywiście włączając w nie moją ukochaną babcię.

-Rozmowa telefoniczna-

- Słucham? - chciałam brzmieć na wyluzowaną, ale zamiast tego zaczęłam skrzeczeć jak hiena jakaś... no... prawie mi wyszło..
- PATRICIA! - wydarł się do telefonu, a ja stwierdziłam, że muszę kupić sobie zatyczki do uszu.. taaa.. znowu na temat. - Możesz mi powiedzieć jakim kurwa prawem opuściłaś budynek, w którym wyraźnie kazałem ci siedzieć?! Czego nie zrozumiałaś?! Bla bla bla bla bla bla - no i zaczął swój monolog. Kilka razy chciałam mu przerwać mówiąc cicho "ale..", ale albo kompletnie to olewał, albo zaraz się wydzierał, że mam mu nie przerywać czy coś.. Kiedy skończył zapytałam
- Skończyłeś? - byłam trochę podirytowana, ale Tom był chyba bardziej, bo zaraz zaczął swój monolog o szacunku i bla bla bla... - skończył. No, teraz moja kolej, czas użyć mojego zajebistego kłamstwa wymyślonego przed minutą.
- Tom! Moja babcia jest w szpitalu, muszę do niej szybko jechać! - zawołałam jak kretynka, starając się brzmieć wiarygodnie. Po drugiej stronie usłyszałam westchnienie i mój manager się odezwał
- Jedź już do tej babci... - przybiłam sobie piątkę. Ale nie w myślach, dosłownie.. w sęsie, że jedną moją ręką przybiłam sobie piątkę drugiej, nieważne. - Znaj moją litość! - dokończył zdanie Tom, po czym się rozłączył.

-Koniec rozmowy-

Oczywiście jak na typowego psychola przystało, którym oczywiście byłam, zaczęłam wymachiwać rękami na wszystkie strony i drzeć mordę jak niedorozwinięta. Zaczęłam śpiewać, haha śpiewać, śpiewaniem tego raczej nazwać nie można, powiedzmy, że używałam moich strun głosowych, piosenkę, a bo ja wiem co to była za piosenka? Nie mam pojęcia! Wyglądałam pewnie teraz jak... nie ma określenia na takie osoby. Pojechałam prosto do domu i wleciałam do niego jak na skrzydłach. Pierwsze co zrobiłam, to zadzwoniłam do Lily każąc jej przyjść do mojego domu TERAZ. Oczywiście przyjaciółka przyjęła to bez żadnego sprzeciwu, obiecując, że zaraz będzie. Pięć sekund później usłyszałam trzaśnięcie drzwi
- Nie no co ty, nie musisz pukać! - zaśmiałam się i zaraz zobaczyłam blond czuprynę dziewczyny wystającą zza moich drzwi.
- Ja wiem! - krzyknęła radośnie i... głośno, na co automatycznie zatkałam uszy.
- Dooobra? - co jej się stało?! Wyglądała teraz... dziwnie? Podskakiwała jak mała dziewczynka i darła się w niebogłosy.
- Dobra.. co się stało? - wrzasnęłam próbując ją przekrzyczeć, ale szczerze mówiąc... gówno mi to dało. Po chwili jednak, przyjaciółka zrobiła się dziwnie cicha.. ale nie na długo, bo za chwilę zaczęła paplać jak najęta, strzelając przypadkowymi słowami jak z karabinu maszynowego.
- Poznałamchłopakaonjesttakifajnysłodkikochanyuroczyumięśnionyiwogólezajebistyżeomatko!!! - powiedziała na jednym oddechu, a ja zrobiłam minę typu "wtf?! O co ci chodzi kobieto?!". Lily spojrzała na mnie zła i zaczęła od nowa
- Poznałam.. ogarnęłaś? - wywróciłam oczami i przytaknęłam a przyjaciółka kontynuowała - chłopaka... oga - przerwałam jej i kazałam mówić jak cywilizowany człowiek, a nie jak... niecywilizowany
- Więc... Poznałam chłopaka, jest taki zajebisty, super i w ogóle! - "zakochani" pomyślałam i uśmiechnęłam sie szczerze.
- Ale jest jeden problem... - uniosłam brew i ruchem ręki kazałam jej dokończyć - Ma dziewczynę.. - uuu... no to już nie będzie tak różowo..
- Iiiii!!! tu wchodzi moja rola! Odciągnę ją od niego a ty się nim zajmiesz! - klasnęłam w dłonie, ciesząc się z mojego idealnego planu.
- Oj nie nie nie... Ty i chłopaki... albo wredne zołzy to nie jest najlepszy układ! Pamiętasz co było ostatnio? - zaśmiała się, a ja spojrzałam na nią z mordem w oczach. Niech mi lepiej tego nie przypomina... - Tak dałaś mu... i jej w ryj, że jemu złamałaś nos, a jego dziwce zrobiłaś wielką śliwę na pół ryja. Ale należało się! - więcej już nie powiedziała, bo rzuciłam się na nią zarywając tej małej gadule usta ręką. I mimo tego, że zaczęła mnie gryźć i pluć, nie zamierzałam odpuścić. Kiedy wreszcie mi się wyrwała, bo mnie ugryzła, wstała, wlazła na łóżko i wrzasnęła
- IDZIEMY NA IMPREZĘ!!! -
Zgodziłam się... bo co innego miałam do wyboru?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie mam nic do napisania więc..
DO NASTĘPNEGO!!!
-Nana-

czwartek, 3 kwietnia 2014

200 wyświetleń

Niby mało, ale ja i tak się cieszę! <3333
-Nana-

Rozdział II - "Cios poniżej pasa"

CZYTASZ = KOMENTARZ

"Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć,
bo nikt za mnie nie umrze."

-Patricia-
-Los Angeles, California, Stany Zjednoczone-
-Następny dzień-

Wczorajszy dzień był koszmarem. Dziennikarze kręcili się za mną wszędzie, ach, sorry, zapomniałam, nie za mną tylko za nami, mną i Styles'em. Cały czas musieliśmy się ślinić, trzymać za rączki i inne pierdółki... A ja cały czas czułam na sobie kogoś wzrok, Kelly? Boże, opanuj emocje dziewczyno, ja się do Styles'a dobierać nie zamierzam, fuj...

result-thumbLeżałam spokojnie w łóżku z zamiarem nie wychodzenia z niego, ale oczywiście musiał to przerwać dźwięk nadchodzącego smsa.. Jezu, daj mi spokój zły człowieku! Ja chcę spać!! Zwlokłam się z łóżka i powolnym krokiem poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i zdusiłam krzyk. Wyglądałam jak panda, włosy miałam porozwalane na wszystkie strony, rozmazany makijaż, podkrążone oczy, nigdy aż takich nie miałam. No Styles, dobra robota, zobacz jak świetnie na mnie działasz! Nigdzie tak nie pójdę! Spojrzałam jeszcze raz w lustro i westchnęłam. Kogoś takiego? Przyjęli do modelingu? Ślepi są czy co? Postanowiłam coś ze sobą zrobić, pokaże im, że nie jestem słaba, będę tak pięknie wyglądać, że im gacie spadną. Nałożyłam podkład, dużo podkładu, muszę wyglądać perfekcyjnie. Rzęsy pomalowałam czarnym tuszem do rzęs, nałożyłam eyeliner, usta pomalowałam truskawkowym błyszczykiem i spojrzałam w lustro jeszcze raz. Zadowolona z efektu podeszłam do garderoby wybrać ciuchy. Weszłam do niemałego pomieszczenia i zaczęłam przeszukiwać jedną półkę po drugiej. Moja garderoba nie należała do najmniejszych więc troszkę czasu mi to zajęło. Po dłuższym zastanowieniu zdecydowałam się na strój, który szczerze mówiąc miałam na sobie po raz pierwszy. Zajęłam się włosami, które delikatnie pofalowałam, podeszłam do dużego lustra i zdziwiłam się. Przede mną stała zupełnie inna dziewczyna niż jeszcze chwilę temu!
efsdlhfiugdkdgvbcjhxbfkug
Pierwszy raz naprawdę się sobie podobałam. Zabrałam torebkę, okulary przeciwsłoneczne, telefon i wszystkie potrzebne rzeczy i wsiadłam do mojego białego Range Rover'a. Najnowszy nabytek. Uśmiechnęłam się sama do siebie na myśl o tym jak cudownie prowadzi się to autko. Dostałam je na 18 urodziny od taty. Odpaliłam moje cudeńko i szybko pojechałam do studia. Zostało mi 5 min. Spóźnię się, norma, ale jak to mówi Lily "tylko lamusy są zawsze na czas".
Spóźniona o 5 minut dojechałam do studia, gdy weszłam do gabinetu Tom'a i jak zwykle zastałam go wściekłego.
- Patricia! - wrzasnął, a ja podskoczyłam nieprzyzwyczajona do takiego wybuchu - punktualnie! Ile razy mam ci powtarzać, że masz być P-U-N-K-T-U-A-L-N-I-E! Masz szczęście, że Harr'ego jeszcze nie ma. Będziecie podpisywali umowę, na 12 miesięcy - byłam na maxa wściekła, jak to 12 miesięcy?! Zaraz wyjdę z siebie i stanę obok..
- Jakie 12 miesięcy?! I w ogóle to, co ja będę z tego miała?! - Tom zareagował bardzo spokojnie, miał w dupie mój wybuch, co w sumie chyba dobrze..
- Będziecie dostawali za to pieniądze, znaczy ty będziesz dostawała, bo Styles siedzi głęboko w tym gównie i Paul mówił, że nic nie dostanie - pieniądze? Pfff, a na co mi pieniądze?! Mój tata jest prawnikiem, mama lekarzem, a ja modelką, mieszkam sama w wielkim domu, mam dwa samochody, dwa iPhone'y, a on myśli, że przekupi mnie kasą?!
- A co jeśli ja nie chcę pieniędzy i w ogóle tego nie chcę?! - mężczyzna nadal niewzruszony spokojnie powiedział.
- Wtedy wylatujesz.. - cios nożem prosto w serce, tego się po nim nie spodziewałam!

- 2 godziny później -

Chuj im wszystkim w dupę, podpisałam jakieś papiery, a Styles przez cały czas siedział niewzruszony i grał na telefonie. Była tam jeszcze ta jego księżniczka i wgapiała w niego gały. Czemu jestem zazdrosna? Po co on tu był w ogóle?! Będę dostawała 1 500 za tydzień w tym toksycznym związku. I jeszcze ta Kelly, ślini się z nim w każdym miejscu, o każdej porze, a najlepsze jest to, że robi to dopiero wtedy kiedy ja pojawiam się na horyzoncie. Okey, ogarnęłam, że jest twój, tylko go nie zjedz. Szłam korytarzem do Tom'a, bo oczywiście znowu czegoś chciał. Skręciłam w lewo i co napotkałam? Tak, dobrze myślisz, Kelly i Harr'ego! A raczej Kellyharrego, bo ona zjadała jego, a on ją tak, że za chwilę, albo się przelecą na środku korytarza, albo któryś któregoś zje. Nie myśląc, przeszłam obok nich i z obrzydzeniem powiedziałam
- Nie zjedzcie się tylko - Kelly spojrzała na mnie z triumfem i jeszcze mocniej wessała się w usta Harr'ego. Kiedy się od siebie oderwali, ja nadal tam stałam, nie, nie wiem czemu. Po chwili ciszy odezwała się ta mała suka
- A co zazdrosna? - zaczęłam się śmiać
- Ja - wykrztusiłam nadal dusząc się ze śmiechu - o niego? - wskazałam palcem na Harr'ego, który wpatrywał się we mnie zielenią swoich oczu - z własnej woli, nawet półmetrowym kijem bym go nie dotknęła! - zakończyłam moją inteligentną przemowę, ale Harry powiedział coś, co było zdecydowanie ciosem poniżej pasa
- Jakoś wczoraj nie przeszkadzało ci to kiedy wtulałaś się we mnie - powiedział z dziwnym błyskiem w oczach. Kompletnie zbił mnie z pantałyku.. Zatkało mnie..

~~~~~~~~~~~~
Mam rekolekcje, dlatego rozdział jest wcześniej :)
Cieszy się ktoś?
-Nana-