niedziela, 11 maja 2014

Rozdział V - "Harry pierdolony idiota Styles"

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
"Przyjaciele są jak ciche anioły,
które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać."


-Patricia-
-Los Angeles, California, Stany Zjednoczone-

O mój boże...
- T-ty, ja, c-co ty tu? - nie potrafiłam poprawnie sklecić zdania. Byłam przerażona!
- To chyba nie jest twój najgorszy problem, prawda? - zapytała Kelly przesłodzonym głosem, a mi zrobiło się niedobrze.. - Umówmy się tak.. - zaczęła, o mój boże... ona chce mnie szantażować! To nie wróży nic dobrego..
- Ja nie powiem nic Tom'owi, a ty odpierdolisz się od Harr'ego - jasne...
- Jasne.. a jak mam to niby zrobić dziwko?! - nawet w takim momencie mam niewyparzony język, brawo Patt.. Tak jak myślałam Kelly usłyszała to co powiedziałam, ups..
- Coś ty powiedziała?! - poczułam pieczenie na policzku, czy ona mnie uderzyła?! Nie myśląc za długo oddałam jej przy okazji zostawiając krwawy ślad paznokci na jej policzku. Ups, zostanie blizna. Nim się spostrzegłam leżałam na Kelly okładając ją z każdej strony pięściami. Ona też nie była mi dłużna, chyba miałam podbite oko.. Już chciałam zadać kolejny cios, ale czyjeś silne ręce odciągnęły mnie od niej. Zamachnęłam się i uderzyłam tego kto śmiał mnie dotknąć w klatkę piersiową. Czyli to był facet.. Stał tam nadal niewzruszony trzymając mnie mocno za ramiona. Próbowałam się wyrwać, ale szczerze mówiąc gówno mi to dało. Kiedy Kelly zobaczyła, że jestem unieruchomiona na jej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Nie żeby wyglądało to jakoś atrakcyjnie, bo wyglądało obrzydliwie.. Z jej nosa ciekła krew przez co na zwykle bielutkich zębach było teraz pełno czerwonych plam. Ochyda. Wstała, podeszła do mnie i już miała wymierzać mi cios prosto w twarz, ale czyiś głos ją powstrzymał. Czyiś, czyli tego kto mnie trzymał
- Kelly odpuść.. - powiedział, zaraz.. HARRY?! Jeszcze tylko jego mi tu brakowało.. Ale moment... on mi pomaga?! Ten Harry? Chyba za mocno się spiłam..
- Kochanie, czemu ją bronisz? Tą małą nic nie znaczącą kurwę? - na te słowa zacisnęłam pięści gotowa do ataku, przez co też uścisk Harr'ego na moich ramionach wzmocnił się. Kurwa.
- Kelly! Chcesz znowu mieć problemy przez jakąś 'nic nie znaczącą kurwę'?! - auć, zabolało.. Ale, Kelly się uspokoiła. Pokiwała głową na 'nie' po czym podeszła do Harr'ego, oderwała jego ręce od moich ramion, chwyciła jego rękę i dumnie opuściła lokal. Chwilę potem jednak podeszła do mnie, szepnęła do mojego ucha 'tym razem masz szczęście, nic nie powiem..', kopnęła mnie ostatni raz obcasem w brzuch i opuściła lokal. Momentalnie przed oczami zobaczyłam mroczki, ostatnie co zobaczyłam to biegnącą w moją stronę Lily krzyczącą moje imie i.. nie czułam już nic.. Nie umiałam zapanować nad własnym ciałem więc pozwoliłam mu swobodnie upaść na posadzkę. Ciemność.....

-Lily-
-Los Angeles, California, Wielka Brytania-


Od razu kiedy weszłyśmy na imprezę Patt zniknęła mi z oczu. Nic nie mogłam na to poradzić, więc pobiegłam w stronę parkietu, trzeba się wyszaleć, nie? Przetańczyłam około 30 utworów, wypiłam 47593848 drinków i zaczęłam martwić się o moją przyjaciółkę. W końcu imprezy nie są jej codziennością. Szukając przyjaciółki ujrzałam tego jak mu tam, Harr'ego i tą jego dziewczynę, która ledwo stała na nogach. Ciekawe kto ją tak urządził? W głowie zaświeciła mi się czerwona lampka, 'Patt'. Przerażona zaczęłam szukać dziewczyny po lokalu.. Dostrzegłam mój cel, dziewczyna ledwo stała na nogach. Jej czarna sukienka była podarta, w niektórych miejscach prześwitywała, zaschnięta lub też i nie, krew.. Moje oczy rozmiarem przypominały pięciozłotówki kiedy boegiem puściłam się w stronę przyjaciółki. Przerażona zobaczyłam, że oczy dziewczyny zamykają się, a jej ciało bezradnie leci w dół. Z całej siły wrzasnęłam 'Patt!' i jeszcze przyspieszyłam, o ile w ogóle było to możliwe. Patricia uderzyła głową o twardą posadzkę, a ja zaraz byłam przy niej. Położyłam jej głowę, całą we krwi, na kolanach nieświadoma, że w okół nas zebrał się już tłum gapiów. Wyjęłam z kieszeni mojego czarnego iPhone'a i w tępie ekspresowym wykręciłam '999'.
~*~
Ratownicy medyczni nawet nie zapytali.mnie czy jestem z rodziny. Poprostu siłą wepchnęli mnie do pojazdu. Usiadłam obok na krześle i obserwowałam jak ratują zdrowie, a może i życie mojej najlepszej i jedynej przyjaciółki. Nigdy nie przypuszczałabym, że taka chudziutka Kelly umie aż tak kogoś pobić.. Niech zdechnie, mam nadzieję, że ona nie wyszła z tego bez szwanku. Właśnie! Trzeba zadzwonić do jej rodziców, chyba lepiej żeby dowiedzieli się ode mnie niż od ratowników medycznych. Wyjęłam mój telefon z torebki i wykręciłam numer do mamy dziewczyny.
- Rozmowa telefoniczna -
- Dzień dobry pani Ross! - co ja mam jej powiedzieć, 'dzień dobry, pani córka jest w szpitalu, pobiła się z dziewczyną' Co. Ja. Mam. Jej. Powiedzieć?!
- Cześć Lily! Co tam ciekawego?
- Patricia.. jest w szpitalu.. - uff.. wyrzuciłam to z siebie!
- Co?! Co się stało?! Podaj mi adres tego szpitala!! Zaraz będę! - delikatnie odsunęłam telefon od ucha żeby nie słyszeć podniesionego głosu pani Ross.
- Szpital św. Heleny na Kaczmarskiej - podałam jej adres, a kobieta podziękowała mi i się rozłączyła.
- Koniec rozmowy -
W tym momencie z pomieszczenia wyszedł lekarz. W ręce trzymał telefon Patt, który nieustannie dzwonił. Podszedł do mnie i powiedział
- Czy mogłaby pani odebrać? Osoba, która dzwoni nie chce przestać - i podał mi brzęczące urządzenie do ręki. Odprawiłam go skinieniem głowy i spojrzałam na wyświetlacz, widniało na nim imię 'Tom' i dopisek 'mały zrzęda', okej... to pewnie ten jej manager. Wzięłam głęboki oddech i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Rozmowa telefoniczna -
- Patricia?!
- Nie.. mam na imię Lily i jestem przyjaciółką Patt, ona leży w szpitalu..
- O mój boże! - wrzasnął, a na moją twarz mimowolnie wszedł grymas - jak ona się czuje? -
- Na razie jeszcze nic nie wiadomo.. - odpowiedziałam i chciałam coś dodać, ale Tom mi przerwał
- O mój boże! Przecież to jest świetny materiał promujący ją i Stylesa! Zaraz go tu przyślę! - na to nazwisko zacisnęłam pięści. Przecież to przez tego chuja moja przyjaciółka jest w szpitalu! Nie mogę dopuścić żeby on tu przylazł!
- Ale..
-POŁĄCZENIE ZOSTAŁO PRZERWANE! - oznajmił kobiecy głos.
Fajnie.. rozłączył się.. Styles zaraz tu będzie..normalnie wow! Usiadłam na krześle i czekałam na najgorsze.

~*~

Usłyszałam kroki, ktoś powoli szedł w moją stronę. Po chwili zza ściany wyłonił się.. Harry.. Harry pierdolony idiota Styles we własnej osobie..

~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~
ALE DAWNO MNIE TU NIE BYŁO!!!
WOW
No cóż... tak jakoś wyszło...
-Nana-

niedziela, 27 kwietnia 2014

...

Przykro mi, ale rozdziału dzisiaj nie będzie. Jestem aktualnie w żałobie, bo zmarła moja babcia, więc nie jestem w stanie nic napisać..
Do następnego..:(
-Nana-

środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział IV - " Szkoda by było.."

CZYTASZ = KOMENTARZ
"Żyj tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim."
-Patricia-
-Los Angeles, California, Stany Zjednoczone-
No i się zaczęło... Lily podniecona jak niewiadomo co zaciągnęła mnie do mojej garderoby i zaczęła z niej wszystko wywalać. Wszystkie moje rzeczy walały się po podłodze! Niedoczekanie! Brała wszystko pokolei, mruczała pod nosem coś w stylu 'nie' i za każdym razem wywalała to na środek pokoju. Aż wreszcie, jak w każdym dennym filmie, wyciągnęła z mojej szafy materiał o długości, na moje oko, 25 cm... Dziwny błysk pojawił się w jej niebieskich oczach. Dopiero po chwili zorientowałam się o co tej małpie chodzi.. Wybałuszyłam oczy i syzbko pokręciłam głową na nie. Nie pójdę do klubu w tym czymś! Będę miała albo dupę, albo cycki na wierzchu! Przecież ja nawet nie wiem skąd to się wzięło w mojej szafie.. Lily podstępnie podeszła do mnie i zaczęła przekonywać
- Pokaż tej małpie Styles'owi co traci będąc z tą całą Kelly! Ubierzemy cię tak, że jak cię zobaczy, jeśli cię zobaczy, bo przecież on słynie z imprezowania, to mu gacie spadną i zapomni o tej dziwce! So come on! - w sumie... to nie jest zły pomysł, niech wie co traci! Pokiwałam ochoczo głową i dałam blondynce zaprowadzić się do toalety. Ustawiła mnie przed lustrem i zaczęła przygotowywać. Moje blond włosy podkręciła lokówką, dziwnie ułożyła i na koniec spryskała lakierem. Zaczęłam się krztusić, bo lakier dostał mi się do nosa, oczu, ust, uszu i długo by wymieniać.. Następnie zrobiła mi makijaż zaczynając na podkładzie, na czerwonej szmince kończąc. Potem zaprowadziła mnie do pokoju i kazała ubrać w tą małą czarną rzecz zwaną sukienką. Dobrała mi do tego czerwone szpilki i wszystkie dodatki tego koloru. Kiedy skończyła spojrzała na mnie zadowolona z efektu. Obróciła mnie o 180 stopni w stronę lustra. Otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia. Wyglądałam zajebiście! Stałam i wgapiałam się się w lustro do czasu aż poczułam, że ktoś wali mnie w ramie. Odwróciłam się i zobaczyłam gotową Lily. Wyglądała ślicznie. Miała na sobie niebieską, równie krótką co ja, sukienkę, podkreślającą kolor jej oczu. Do tego czarne szpilki i małą czarną torebkę. Uśmiechnięte wyszłyśmy z domu i wcześniej zamówioną taksówką pojechałyśmy w stronę klubu. Zapłaciłyśmy taksówkarzowi i udałyśmy się stronę klubu. Już na wstępie słychać było głośną muzykę. Weszłyśmy powoli do środka. Pełno spoconych ciał zapach alkocholu... Dziewczyny poubierane w.. a właściwie to jakby zdjęły to co miały na sobie to chyba nikt by nie zauważył. Kilka par w kątach, które zaraz przelecą się na środku. Faceci śliniący się na widok wcześniej wymienionych dziewczyn. Ohyda... Od razu podeszłam do baru i zamówiłam coś mocnego żeby nie zapamiętać tego widoku. A bo ja wiem co to było?! Usiadłam przy barze i zaczęłam pić. Jeden... dwa... trzy... cztery kieliszki i ruszyłam na parkiet. Od razu obok mnie pojawił się blondyn z brązowymi oczami i poprosił do tańca. Zgodziłam się, bo w sumie.. nie kontaktowałam za bardzo. Przycisnął mnie masakrycznie blisko siebie i zaczęliśmy tańczyć. Przetańczyłam z nim 4 piosenki, a potem zmęczona opadłam na krzesło przy barze. Nieznajomy tak szybko jak się pojawił tak szybko zniknął, dobrze, że nie zaczął się do mnie dobierać jak w tych wszystkich dennych filmach. Po chwili barman przysunął do mnie kieliszek z alkocholem. Spojrzałam na niego zdziwiona, przecież nic nie zamawiałam! Powiedziałam mu to, odpowiedział, że jakiś gościu kazał mi go dać. Pokazał ręką miejsce, w którym siedział mężczyzna. No nie powiem... przystojny to on był... puścił do mnie oczko, a ja oblałam się soczystym rumieńcem. Mężczyzna wstał i pewnym krokiem podszedł do mnie. Kiedy poprosił mnie do tańca byłam zbyt spita żeby odmówić. Ochoczo wstałam i podążałam za nim w stronę środka parkietu. Przycisnął mnie do siebie, zaczęliśmy się powoli kołysać. Poczułam jego twardniejącą męskość, pewnie gdybym była trzeźwa spieprzałabym już gdzie pieprz rośnie. Tyle, że byłam pijana.. W związku z tym zaczęłam się o niego ocierać, w sumie.. nieświadomie. Facet, którego imienia nie znałam, ups, mruknął i szepnął mi do ucha
- Chodźmy do mnie - jego oddech śmierdział alkocholem. Te trzy słowa wystraszyły żeby mnie otrzeźwić. Pokiwałam głową na 'nie', ale ten dziwak zaśmiał się i pociągnął w stronę wyjścia. Zachciało mi się śmiać. Tak wiem, to głupie... śmieję się, a jakiś facet chce mnie prawdopodobnie zgwałcić. Tyle, że pominął jeden szczegół. Może na taką nie wyglądam, ale doskonale umiem się obronić. Mój ojciec jest prawnikiem, więc jakby nie patrzeć, ma do czynienia z przestępcami. W związku z tym od małego mówił mi jak mam się zachować, kiedy ktoś będzie mi chciał coś zrobić. W wieku 13 lat zaczęłam chodzić na kurs samoobrony. Wracając.. wymierzyłam mu solidnego kopniaka w krocze. Mężczyzna syknął z bólu, powiedział coś w stylu 'suka' i opadł na podłogę. Uuu, celność przede wszystkim. Dla pewności kopnęłam go jeszcze w brzuch, odwróciłam się na pięcie i zostawiłam obolałego mężczyznę samego. Pewnym krokiem wkroczyłam spowrotem do środka. Usiadłam przy barze i zagapiłam się w przestrzeń. Przede mną pojawiła się jakaś postać. Dziewczyna, skądś ją kojarzę.. o kurwa.. Kelly.. Dziewczyna obrzuciła mnie noenawistnym spojrzenie i powiedziała
- No no, widzę, że babcia już dobrze się czuje! Szkoda by było gdyby Tom dowiedział się jak perfidnie go okłamałaś, prawda? - zrobiło mi się niedobrze, o mój boże, ona mnie wyda...
~~~~~~~~~~~~~~~
sorry, że tak późno, ale jestem na wakacjach i nie za bardzo mam czas na pisanie:)
- Nana -

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział III - "Sprytny plan i kłamstwo w jednym"

CZYTASZ = KOMENTUJESZ


"Śmiej się - niech reszta świata zastanawia się dlaczego."

-Patricia-
-Los Angeles, California, Stany Zjednoczone-

Ej, ja się tak nie bawię! Fuknęłam, odwróciłam się na pięcie i opuściłam państwa BĘDĘSIĘCAŁOWAĆGDZIECHCĘIKIEDYCHCĘBOMOGĘ. Poszłam w stronę wyjścia, ale przede mną pojawił się jeden z ochroniarzy i zablokował mi wyjście
- Pan Mills kazał pilnować, aby nie wychodziła Pani z tego budynku - aaa, więc to tak się bawimy?! Nie chce mnie teraz z tąd wypuścić?
- Pan Mills kazał mi wyjść do domu po... - jezu, co ja mam powiedzieć, "Myśl Patt, myśl!!!" - po eeeerm... dokumenty. Tak, Dokumenty!
Ochroniarz łypnął na mnie jednym okiem (drugiego nie miał, nieważne...), ale inteligencją to chyba nie grzeszył, bo przepuścił mnie gestem ręki. To tylko zmotywowało mnie do przepchnięcia się obok mężczyzny i popędzenia do mojego autka. Odpaliłam mój skarb i popędziłam do domu, przy okazji pokazując osłupiałemu ochroniarzowi mój piękny środkowy palec. Facet chyba zorientował się co się właśnie wydarzyło, bo zaczął biec za mną wymachując rękami jak moja babcia kiedy coś opowiada. Ale jako ochroniarz, to kondycji też nie miał za dobrej... nie oszukujmy się... wcześniej wymieniona staruszka lepiej sobie radzi z bieganiem długodystansowym. Jak już mówiłam, mężczyzna zdyszał się po przebiegnięciu pięciu kroków toteż stanął na środku drogi, wyciągnął telefon i chyba do kogoś dzwonił. O MÓJ BOŻE, ON DO KOGOŚ DZWONIŁ!?!?! Jak znam życie to właśnie zdawał mojemu managerowi relacje z mojej ucieczki..
Czyli Tom zadzwoni do mnie za 3.....2......1..... i jak na zawołanie po samochodzie rozległ się ogłuszający dzwonek mojego iPhone'a. Na wyświetlaczu, jak przypuszczałam widniało imię "Tom", a także mały dopisek "mały zrzęda". Ale to tak na marginesie. Odebrałam telefon i na poczekaniu wymyśliłam piękne kłamstwo, oczywiście włączając w nie moją ukochaną babcię.

-Rozmowa telefoniczna-

- Słucham? - chciałam brzmieć na wyluzowaną, ale zamiast tego zaczęłam skrzeczeć jak hiena jakaś... no... prawie mi wyszło..
- PATRICIA! - wydarł się do telefonu, a ja stwierdziłam, że muszę kupić sobie zatyczki do uszu.. taaa.. znowu na temat. - Możesz mi powiedzieć jakim kurwa prawem opuściłaś budynek, w którym wyraźnie kazałem ci siedzieć?! Czego nie zrozumiałaś?! Bla bla bla bla bla bla - no i zaczął swój monolog. Kilka razy chciałam mu przerwać mówiąc cicho "ale..", ale albo kompletnie to olewał, albo zaraz się wydzierał, że mam mu nie przerywać czy coś.. Kiedy skończył zapytałam
- Skończyłeś? - byłam trochę podirytowana, ale Tom był chyba bardziej, bo zaraz zaczął swój monolog o szacunku i bla bla bla... - skończył. No, teraz moja kolej, czas użyć mojego zajebistego kłamstwa wymyślonego przed minutą.
- Tom! Moja babcia jest w szpitalu, muszę do niej szybko jechać! - zawołałam jak kretynka, starając się brzmieć wiarygodnie. Po drugiej stronie usłyszałam westchnienie i mój manager się odezwał
- Jedź już do tej babci... - przybiłam sobie piątkę. Ale nie w myślach, dosłownie.. w sęsie, że jedną moją ręką przybiłam sobie piątkę drugiej, nieważne. - Znaj moją litość! - dokończył zdanie Tom, po czym się rozłączył.

-Koniec rozmowy-

Oczywiście jak na typowego psychola przystało, którym oczywiście byłam, zaczęłam wymachiwać rękami na wszystkie strony i drzeć mordę jak niedorozwinięta. Zaczęłam śpiewać, haha śpiewać, śpiewaniem tego raczej nazwać nie można, powiedzmy, że używałam moich strun głosowych, piosenkę, a bo ja wiem co to była za piosenka? Nie mam pojęcia! Wyglądałam pewnie teraz jak... nie ma określenia na takie osoby. Pojechałam prosto do domu i wleciałam do niego jak na skrzydłach. Pierwsze co zrobiłam, to zadzwoniłam do Lily każąc jej przyjść do mojego domu TERAZ. Oczywiście przyjaciółka przyjęła to bez żadnego sprzeciwu, obiecując, że zaraz będzie. Pięć sekund później usłyszałam trzaśnięcie drzwi
- Nie no co ty, nie musisz pukać! - zaśmiałam się i zaraz zobaczyłam blond czuprynę dziewczyny wystającą zza moich drzwi.
- Ja wiem! - krzyknęła radośnie i... głośno, na co automatycznie zatkałam uszy.
- Dooobra? - co jej się stało?! Wyglądała teraz... dziwnie? Podskakiwała jak mała dziewczynka i darła się w niebogłosy.
- Dobra.. co się stało? - wrzasnęłam próbując ją przekrzyczeć, ale szczerze mówiąc... gówno mi to dało. Po chwili jednak, przyjaciółka zrobiła się dziwnie cicha.. ale nie na długo, bo za chwilę zaczęła paplać jak najęta, strzelając przypadkowymi słowami jak z karabinu maszynowego.
- Poznałamchłopakaonjesttakifajnysłodkikochanyuroczyumięśnionyiwogólezajebistyżeomatko!!! - powiedziała na jednym oddechu, a ja zrobiłam minę typu "wtf?! O co ci chodzi kobieto?!". Lily spojrzała na mnie zła i zaczęła od nowa
- Poznałam.. ogarnęłaś? - wywróciłam oczami i przytaknęłam a przyjaciółka kontynuowała - chłopaka... oga - przerwałam jej i kazałam mówić jak cywilizowany człowiek, a nie jak... niecywilizowany
- Więc... Poznałam chłopaka, jest taki zajebisty, super i w ogóle! - "zakochani" pomyślałam i uśmiechnęłam sie szczerze.
- Ale jest jeden problem... - uniosłam brew i ruchem ręki kazałam jej dokończyć - Ma dziewczynę.. - uuu... no to już nie będzie tak różowo..
- Iiiii!!! tu wchodzi moja rola! Odciągnę ją od niego a ty się nim zajmiesz! - klasnęłam w dłonie, ciesząc się z mojego idealnego planu.
- Oj nie nie nie... Ty i chłopaki... albo wredne zołzy to nie jest najlepszy układ! Pamiętasz co było ostatnio? - zaśmiała się, a ja spojrzałam na nią z mordem w oczach. Niech mi lepiej tego nie przypomina... - Tak dałaś mu... i jej w ryj, że jemu złamałaś nos, a jego dziwce zrobiłaś wielką śliwę na pół ryja. Ale należało się! - więcej już nie powiedziała, bo rzuciłam się na nią zarywając tej małej gadule usta ręką. I mimo tego, że zaczęła mnie gryźć i pluć, nie zamierzałam odpuścić. Kiedy wreszcie mi się wyrwała, bo mnie ugryzła, wstała, wlazła na łóżko i wrzasnęła
- IDZIEMY NA IMPREZĘ!!! -
Zgodziłam się... bo co innego miałam do wyboru?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie mam nic do napisania więc..
DO NASTĘPNEGO!!!
-Nana-

czwartek, 3 kwietnia 2014

200 wyświetleń

Niby mało, ale ja i tak się cieszę! <3333
-Nana-

Rozdział II - "Cios poniżej pasa"

CZYTASZ = KOMENTARZ

"Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć,
bo nikt za mnie nie umrze."

-Patricia-
-Los Angeles, California, Stany Zjednoczone-
-Następny dzień-

Wczorajszy dzień był koszmarem. Dziennikarze kręcili się za mną wszędzie, ach, sorry, zapomniałam, nie za mną tylko za nami, mną i Styles'em. Cały czas musieliśmy się ślinić, trzymać za rączki i inne pierdółki... A ja cały czas czułam na sobie kogoś wzrok, Kelly? Boże, opanuj emocje dziewczyno, ja się do Styles'a dobierać nie zamierzam, fuj...

result-thumbLeżałam spokojnie w łóżku z zamiarem nie wychodzenia z niego, ale oczywiście musiał to przerwać dźwięk nadchodzącego smsa.. Jezu, daj mi spokój zły człowieku! Ja chcę spać!! Zwlokłam się z łóżka i powolnym krokiem poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i zdusiłam krzyk. Wyglądałam jak panda, włosy miałam porozwalane na wszystkie strony, rozmazany makijaż, podkrążone oczy, nigdy aż takich nie miałam. No Styles, dobra robota, zobacz jak świetnie na mnie działasz! Nigdzie tak nie pójdę! Spojrzałam jeszcze raz w lustro i westchnęłam. Kogoś takiego? Przyjęli do modelingu? Ślepi są czy co? Postanowiłam coś ze sobą zrobić, pokaże im, że nie jestem słaba, będę tak pięknie wyglądać, że im gacie spadną. Nałożyłam podkład, dużo podkładu, muszę wyglądać perfekcyjnie. Rzęsy pomalowałam czarnym tuszem do rzęs, nałożyłam eyeliner, usta pomalowałam truskawkowym błyszczykiem i spojrzałam w lustro jeszcze raz. Zadowolona z efektu podeszłam do garderoby wybrać ciuchy. Weszłam do niemałego pomieszczenia i zaczęłam przeszukiwać jedną półkę po drugiej. Moja garderoba nie należała do najmniejszych więc troszkę czasu mi to zajęło. Po dłuższym zastanowieniu zdecydowałam się na strój, który szczerze mówiąc miałam na sobie po raz pierwszy. Zajęłam się włosami, które delikatnie pofalowałam, podeszłam do dużego lustra i zdziwiłam się. Przede mną stała zupełnie inna dziewczyna niż jeszcze chwilę temu!
efsdlhfiugdkdgvbcjhxbfkug
Pierwszy raz naprawdę się sobie podobałam. Zabrałam torebkę, okulary przeciwsłoneczne, telefon i wszystkie potrzebne rzeczy i wsiadłam do mojego białego Range Rover'a. Najnowszy nabytek. Uśmiechnęłam się sama do siebie na myśl o tym jak cudownie prowadzi się to autko. Dostałam je na 18 urodziny od taty. Odpaliłam moje cudeńko i szybko pojechałam do studia. Zostało mi 5 min. Spóźnię się, norma, ale jak to mówi Lily "tylko lamusy są zawsze na czas".
Spóźniona o 5 minut dojechałam do studia, gdy weszłam do gabinetu Tom'a i jak zwykle zastałam go wściekłego.
- Patricia! - wrzasnął, a ja podskoczyłam nieprzyzwyczajona do takiego wybuchu - punktualnie! Ile razy mam ci powtarzać, że masz być P-U-N-K-T-U-A-L-N-I-E! Masz szczęście, że Harr'ego jeszcze nie ma. Będziecie podpisywali umowę, na 12 miesięcy - byłam na maxa wściekła, jak to 12 miesięcy?! Zaraz wyjdę z siebie i stanę obok..
- Jakie 12 miesięcy?! I w ogóle to, co ja będę z tego miała?! - Tom zareagował bardzo spokojnie, miał w dupie mój wybuch, co w sumie chyba dobrze..
- Będziecie dostawali za to pieniądze, znaczy ty będziesz dostawała, bo Styles siedzi głęboko w tym gównie i Paul mówił, że nic nie dostanie - pieniądze? Pfff, a na co mi pieniądze?! Mój tata jest prawnikiem, mama lekarzem, a ja modelką, mieszkam sama w wielkim domu, mam dwa samochody, dwa iPhone'y, a on myśli, że przekupi mnie kasą?!
- A co jeśli ja nie chcę pieniędzy i w ogóle tego nie chcę?! - mężczyzna nadal niewzruszony spokojnie powiedział.
- Wtedy wylatujesz.. - cios nożem prosto w serce, tego się po nim nie spodziewałam!

- 2 godziny później -

Chuj im wszystkim w dupę, podpisałam jakieś papiery, a Styles przez cały czas siedział niewzruszony i grał na telefonie. Była tam jeszcze ta jego księżniczka i wgapiała w niego gały. Czemu jestem zazdrosna? Po co on tu był w ogóle?! Będę dostawała 1 500 za tydzień w tym toksycznym związku. I jeszcze ta Kelly, ślini się z nim w każdym miejscu, o każdej porze, a najlepsze jest to, że robi to dopiero wtedy kiedy ja pojawiam się na horyzoncie. Okey, ogarnęłam, że jest twój, tylko go nie zjedz. Szłam korytarzem do Tom'a, bo oczywiście znowu czegoś chciał. Skręciłam w lewo i co napotkałam? Tak, dobrze myślisz, Kelly i Harr'ego! A raczej Kellyharrego, bo ona zjadała jego, a on ją tak, że za chwilę, albo się przelecą na środku korytarza, albo któryś któregoś zje. Nie myśląc, przeszłam obok nich i z obrzydzeniem powiedziałam
- Nie zjedzcie się tylko - Kelly spojrzała na mnie z triumfem i jeszcze mocniej wessała się w usta Harr'ego. Kiedy się od siebie oderwali, ja nadal tam stałam, nie, nie wiem czemu. Po chwili ciszy odezwała się ta mała suka
- A co zazdrosna? - zaczęłam się śmiać
- Ja - wykrztusiłam nadal dusząc się ze śmiechu - o niego? - wskazałam palcem na Harr'ego, który wpatrywał się we mnie zielenią swoich oczu - z własnej woli, nawet półmetrowym kijem bym go nie dotknęła! - zakończyłam moją inteligentną przemowę, ale Harry powiedział coś, co było zdecydowanie ciosem poniżej pasa
- Jakoś wczoraj nie przeszkadzało ci to kiedy wtulałaś się we mnie - powiedział z dziwnym błyskiem w oczach. Kompletnie zbił mnie z pantałyku.. Zatkało mnie..

~~~~~~~~~~~~
Mam rekolekcje, dlatego rozdział jest wcześniej :)
Cieszy się ktoś?
-Nana-