CZYTASZ = KOMENTUJESZ
"Śmiej się - niech reszta świata zastanawia się dlaczego."
-Patricia-
-Los Angeles, California, Stany Zjednoczone-
Ej, ja się tak nie bawię! Fuknęłam, odwróciłam się na pięcie i opuściłam państwa BĘDĘSIĘCAŁOWAĆGDZIECHCĘIKIEDYCHCĘBOMOGĘ. Poszłam w stronę wyjścia, ale przede mną pojawił się jeden z ochroniarzy i zablokował mi wyjście
- Pan Mills kazał pilnować, aby nie wychodziła Pani z tego budynku - aaa, więc to tak się bawimy?! Nie chce mnie teraz z tąd wypuścić?
- Pan Mills kazał mi wyjść do domu po... - jezu, co ja mam powiedzieć, "Myśl Patt, myśl!!!" - po eeeerm... dokumenty. Tak, Dokumenty!
Ochroniarz łypnął na mnie jednym okiem (drugiego nie miał, nieważne...), ale inteligencją to chyba nie grzeszył, bo przepuścił mnie gestem ręki. To tylko zmotywowało mnie do przepchnięcia się obok mężczyzny i popędzenia do mojego autka. Odpaliłam mój skarb i popędziłam do domu, przy okazji pokazując osłupiałemu ochroniarzowi mój piękny środkowy palec. Facet chyba zorientował się co się właśnie wydarzyło, bo zaczął biec za mną wymachując rękami jak moja babcia kiedy coś opowiada. Ale jako ochroniarz, to kondycji też nie miał za dobrej... nie oszukujmy się... wcześniej wymieniona staruszka lepiej sobie radzi z bieganiem długodystansowym. Jak już mówiłam, mężczyzna zdyszał się po przebiegnięciu pięciu kroków toteż stanął na środku drogi, wyciągnął telefon i chyba do kogoś dzwonił. O MÓJ BOŻE, ON DO KOGOŚ DZWONIŁ!?!?! Jak znam życie to właśnie zdawał mojemu managerowi relacje z mojej ucieczki..
Czyli Tom zadzwoni do mnie za 3.....2......1..... i jak na zawołanie po samochodzie rozległ się ogłuszający dzwonek mojego iPhone'a. Na wyświetlaczu, jak przypuszczałam widniało imię "Tom", a także mały dopisek "mały zrzęda". Ale to tak na marginesie. Odebrałam telefon i na poczekaniu wymyśliłam piękne kłamstwo, oczywiście włączając w nie moją ukochaną babcię.
-Rozmowa telefoniczna-
- Słucham? - chciałam brzmieć na wyluzowaną, ale zamiast tego zaczęłam skrzeczeć jak hiena jakaś... no... prawie mi wyszło..
- PATRICIA! - wydarł się do telefonu, a ja stwierdziłam, że muszę kupić sobie zatyczki do uszu.. taaa.. znowu na temat. - Możesz mi powiedzieć jakim kurwa prawem opuściłaś budynek, w którym wyraźnie kazałem ci siedzieć?! Czego nie zrozumiałaś?! Bla bla bla bla bla bla - no i zaczął swój monolog. Kilka razy chciałam mu przerwać mówiąc cicho "ale..", ale albo kompletnie to olewał, albo zaraz się wydzierał, że mam mu nie przerywać czy coś.. Kiedy skończył zapytałam
- Skończyłeś? - byłam trochę podirytowana, ale Tom był chyba bardziej, bo zaraz zaczął swój monolog o szacunku i bla bla bla... - skończył. No, teraz moja kolej, czas użyć mojego zajebistego kłamstwa wymyślonego przed minutą.
- Tom! Moja babcia jest w szpitalu, muszę do niej szybko jechać! - zawołałam jak kretynka, starając się brzmieć wiarygodnie. Po drugiej stronie usłyszałam westchnienie i mój manager się odezwał
- Jedź już do tej babci... - przybiłam sobie piątkę. Ale nie w myślach, dosłownie.. w sęsie, że jedną moją ręką przybiłam sobie piątkę drugiej, nieważne. - Znaj moją litość! - dokończył zdanie Tom, po czym się rozłączył.
-Koniec rozmowy-
Oczywiście jak na typowego psychola przystało, którym oczywiście byłam, zaczęłam wymachiwać rękami na wszystkie strony i drzeć mordę jak niedorozwinięta. Zaczęłam śpiewać, haha śpiewać, śpiewaniem tego raczej nazwać nie można, powiedzmy, że używałam moich strun głosowych, piosenkę, a bo ja wiem co to była za piosenka? Nie mam pojęcia! Wyglądałam pewnie teraz jak... nie ma określenia na takie osoby. Pojechałam prosto do domu i wleciałam do niego jak na skrzydłach. Pierwsze co zrobiłam, to zadzwoniłam do Lily każąc jej przyjść do mojego domu TERAZ. Oczywiście przyjaciółka przyjęła to bez żadnego sprzeciwu, obiecując, że zaraz będzie. Pięć sekund później usłyszałam trzaśnięcie drzwi
- Nie no co ty, nie musisz pukać! - zaśmiałam się i zaraz zobaczyłam blond czuprynę dziewczyny wystającą zza moich drzwi.
- Ja wiem! - krzyknęła radośnie i... głośno, na co automatycznie zatkałam uszy.
- Dooobra? - co jej się stało?! Wyglądała teraz... dziwnie? Podskakiwała jak mała dziewczynka i darła się w niebogłosy.
- Dobra.. co się stało? - wrzasnęłam próbując ją przekrzyczeć, ale szczerze mówiąc... gówno mi to dało. Po chwili jednak, przyjaciółka zrobiła się dziwnie cicha.. ale nie na długo, bo za chwilę zaczęła paplać jak najęta, strzelając przypadkowymi słowami jak z karabinu maszynowego.
- Poznałamchłopakaonjesttakifajnysłodkikochanyuroczyumięśnionyiwogólezajebistyżeomatko!!! - powiedziała na jednym oddechu, a ja zrobiłam minę typu "wtf?! O co ci chodzi kobieto?!". Lily spojrzała na mnie zła i zaczęła od nowa

- Poznałam.. ogarnęłaś? - wywróciłam oczami i przytaknęłam a przyjaciółka kontynuowała - chłopaka... oga - przerwałam jej i kazałam mówić jak cywilizowany człowiek, a nie jak... niecywilizowany
- Więc... Poznałam chłopaka, jest taki zajebisty, super i w ogóle! - "zakochani" pomyślałam i uśmiechnęłam sie szczerze.
- Ale jest jeden problem... - uniosłam brew i ruchem ręki kazałam jej dokończyć - Ma dziewczynę.. - uuu... no to już nie będzie tak różowo..
- Iiiii!!! tu wchodzi moja rola! Odciągnę ją od niego a ty się nim zajmiesz! - klasnęłam w dłonie, ciesząc się z mojego idealnego planu.
- Oj nie nie nie... Ty i chłopaki... albo wredne zołzy to nie jest najlepszy układ! Pamiętasz co było ostatnio? - zaśmiała się, a ja spojrzałam na nią z mordem w oczach. Niech mi lepiej tego nie przypomina... - Tak dałaś mu... i jej w ryj, że jemu złamałaś nos, a jego dziwce zrobiłaś wielką śliwę na pół ryja. Ale należało się! - więcej już nie powiedziała, bo rzuciłam się na nią zarywając tej małej gadule usta ręką. I mimo tego, że zaczęła mnie gryźć i pluć, nie zamierzałam odpuścić. Kiedy wreszcie mi się wyrwała, bo mnie ugryzła, wstała, wlazła na łóżko i wrzasnęła
- IDZIEMY NA IMPREZĘ!!! -
Zgodziłam się... bo co innego miałam do wyboru?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie mam nic do napisania więc..
DO NASTĘPNEGO!!!
-Nana-